Serwis i utrzymanie

Kto pilnuje zasilania w Twojej firmie? Utrzymanie ruchu w outsourcingu

Monter Elgreen w kasku podczas prac przy rozdzielnicy średniego napięcia

Zadaj sobie proste pytanie: gdyby dziś o 6:40 rano stanęło zasilanie w Twoim zakładzie, kto by o tym wiedział pierwszy, kto by przyjechał i po ilu godzinach produkcja ruszyłaby ponownie? W większości firm, z którymi rozmawiamy, odpowiedź brzmi: „pan Marek ma klucz do rozdzielni, ale jest na urlopie” albo „dzwonimy do elektryka, który robił nam instalację, jak odbierze”.

Tak wygląda utrzymanie ruchu w dziesiątkach polskich zakładów, magazynów, chłodni i obiektów handlowych. Dopóki działa, nikt o tym nie myśli. Problem w tym, że instalacja elektroenergetyczna to jedyny system w firmie, od którego zależy dosłownie wszystko: maszyny, chłodnie, serwery, bramy, oświetlenie, kasy. W tym wpisie tłumaczymy, ile naprawdę kosztuje brak opieki nad zasilaniem i jak wygląda rozwiązanie, które coraz więcej firm wybiera zamiast „elektryka na telefon”.

Ile naprawdę kosztuje godzina bez prądu

Właściciele firm zwykle liczą tylko fakturę za naprawę. Tymczasem to najmniejsza pozycja. Prawdziwy rachunek za przestój składa się z kilku warstw:

  • Zatrzymana produkcja lub sprzedaż, czyli każda godzina, w której ludzie i maszyny stoją, a pensje i raty leasingowe lecą dalej.
  • Zepsuty towar i przerwane procesy: rozmrożona chłodnia, przerwany wypał w piecu, wtrysk zastygły w formie, partia do utylizacji.
  • Kary umowne i stracone zlecenia, bo klient, któremu nie dowieziesz na czas, następnym razem zamówi gdzie indziej.
  • Awaryjne zasilanie z agregatów, które w trybie „na już” kosztuje wielokrotnie więcej niż zaplanowane.
  • Problemy z ubezpieczycielem. Przy szkodzie coraz częściej pierwsze pytanie brzmi: „proszę pokazać protokoły z przeglądów”. Jeśli ich nie ma, odszkodowanie potrafi się rozpłynąć.

Gdy zsumujesz te pozycje dla jednego poważnego postoju, zwykle wychodzi kwota, za którą można by opłacić profesjonalną opiekę techniczną przez kilka lat. Różnica polega na tym, że przestój przychodzi niezapowiedziany, a opieka to przewidywalny koszt w budżecie.

Dlaczego „mamy swojego elektryka” to za mało

Nie piszemy tego, żeby podważać kompetencje zakładowych elektryków. Wielu z nich to świetni fachowcy. Problem leży w konstrukcji takiego rozwiązania, nie w ludziach:

  • Jedna osoba to brak ciągłości. Urlop, zwolnienie lekarskie, wypowiedzenie. Gdy ta osoba odchodzi, razem z nią odchodzi wiedza o tym, co gdzie jest podłączone i dlaczego.
  • Uprawnienia kończą się na niskim napięciu. Do pracy przy stacji transformatorowej i rozdzielnicy średniego napięcia potrzebne są uprawnienia powyżej 1 kV, odpowiednie procedury i sprzęt ochronny. Większość elektryków zakładowych ich nie ma i mieć nie musi.
  • Brak sprzętu pomiarowego i diagnostycznego. Kamera termowizyjna, mierniki do pomiarów ochronnych, analizator jakości energii. To narzędzia, które pozwalają znaleźć problem, zanim stanie się awarią, i które rzadko opłaca się kupować na potrzeby jednego obiektu.
  • Brak części i zaplecza. Gdy pali się wyłącznik główny, liczy się to, czy ktoś ma zamiennik w magazynie i relację z dostawcą, który odbierze telefon w sobotę.
  • Przeglądy „jak będzie czas”. A czasu nigdy nie ma, bo bieżące zgłoszenia zawsze są pilniejsze niż profilaktyka.
Elektryk na etacie gasi pożary. Firma od utrzymania ruchu sprawia, że pożarów jest mniej, a kiedy już wybuchną, gasi je ktoś, kto ma do tego ludzi, sprzęt i części.

Na czym polega stała opieka techniczna

Umowa na utrzymanie ruchu nie jest „abonamentem na elektryka”. To przejęcie odpowiedzialności za to, żeby instalacja działała, była bezpieczna i zgodna z przepisami. W praktyce w Elgreen obejmuje to:

  • Inwentaryzację i dokumentację na start. Zanim weźmiemy obiekt pod opiekę, musimy wiedzieć, co na nim jest, w jakim stanie i jakie ma słabe punkty. Często to pierwsza pełna dokumentacja instalacji, jaką firma kiedykolwiek miała.
  • Harmonogram przeglądów i pomiarów okresowych. Prawo budowlane wymaga kontroli instalacji elektrycznej i odgromowej co najmniej raz na 5 lat, a instrukcje eksploatacji urządzeń energetycznych narzucają częstsze czynności. Pilnujemy terminów, wykonujemy pomiary i dostarczamy protokoły, które są gotowe na kontrolę i dla ubezpieczyciela.
  • Diagnostykę zapobiegawczą. Termowizja rozdzielnic pod obciążeniem, kontrola połączeń, stan transformatora i aparatury SN. Większość poważnych awarii „grzeje się” tygodniami, zanim wybuchnie. Chodzi o to, żeby zobaczyć to wcześniej.
  • Pogotowie awaryjne z ustalonym czasem reakcji. Jeden numer telefonu, który działa, i zespół, który zna Twój obiekt, bo był na nim wcześniej. Czas reakcji i zakres zapisujemy w umowie, a nie obiecujemy „postaramy się”.
  • Zdalny nadzór (telemechanikę). Tam, gdzie ma to sens, stacja i rozdzielnica same zgłaszają stany ostrzegawcze. O problemie wiemy często wcześniej niż ktokolwiek na obiekcie.
  • Kontakt z operatorem sieci. Zgłoszenia, uzgodnienia, warunki przyłączenia, zmiany mocy umownej. Załatwiamy to w Twoim imieniu, bo robimy to na co dzień.
  • Raport i plan na kolejny rok. Co zrobiliśmy, co znaleźliśmy, co trzeba zaplanować i ile to będzie kosztować. Dzięki temu wymiana zużytego elementu jest pozycją w budżecie, a nie zaskoczeniem.

Co zyskujesz jako właściciel firmy

  • Przewidywalny koszt zamiast loterii. Stała opłata w budżecie i brak faktur „awaryjnych” po cenach, których nie da się negocjować o drugiej w nocy.
  • Krótszy przestój, gdy już się zdarzy. Zespół, który zna obiekt, ma części i uprawnienia, przywraca zasilanie szybciej niż ktoś, kto widzi Twoją rozdzielnię pierwszy raz.
  • Spokój formalny. Protokoły, pomiary, instrukcje eksploatacji i książka obiektu są w porządku. Kontrola, audyt czy likwidator szkody nie są już stresem.
  • Jedną odpowiedzialną firmę. Nie musisz koordynować elektryka, firmy od pomiarów, serwisu transformatora i kogoś od telemechaniki. Odpowiadamy za całość.
  • Partnera do rozwoju. Fotowoltaika na dachu, magazyn energii, ładowarki dla floty, zwiększenie mocy przyłączeniowej pod nową linię produkcyjną. Projektujemy i budujemy takie rzeczy od 2009 roku, więc gdy przyjdzie czas, nie zaczynasz od szukania wykonawcy, tylko od rozmowy z kimś, kto zna Twój obiekt na wylot.

Dla kogo to ma największy sens

Dla każdej firmy, w której przerwa w zasilaniu kosztuje więcej niż niewygodę. W praktyce najczęściej są to:

  • zakłady produkcyjne z własną stacją transformatorową lub przyłączem średniego napięcia,
  • magazyny i centra logistyczne, chłodnie, przetwórnie,
  • obiekty handlowe, hotele, biurowce i galerie z rozbudowaną infrastrukturą,
  • właściciele farm fotowoltaicznych i magazynów energii, dla których każdy dzień postoju to utracona produkcja,
  • deweloperzy i zarządcy nieruchomości, którzy odpowiadają za stacje i sieci na swoich terenach.

Tak właśnie wyglądała nasza współpraca z Fabryką Drzwi: zaczęło się od oceny stanu dwóch wysłużonych stacji, a skończyło na jednej nowoczesnej stacji centralnej z telemechaniką, którą dziś można nadzorować zdalnie.

Jak zaczynamy

Od przeglądu zerowego. Przyjeżdżamy na obiekt, oglądamy instalację od przyłącza po rozdzielnice oddziałowe, wykonujemy podstawowe pomiary i termowizję, sprawdzamy dokumentację. Dostajesz krótki raport napisany ludzkim językiem: co jest w porządku, co wymaga uwagi w ciągu roku, a co jest pilne. Dopiero na tej podstawie proponujemy zakres opieki i jej koszt.

Taki przegląd nic nie zobowiązuje, a daje coś, czego większość właścicieli firm nie ma: realną wiedzę o tym, w jakim stanie jest fundament, na którym stoi cała firma.

Chcesz wiedzieć, w jakim stanie jest zasilanie Twojej firmy?

Umów przegląd zerowy. Ocenimy instalację, powiemy wprost, co wymaga uwagi, i zaproponujemy stałą opiekę techniczną dopasowaną do Twojego obiektu.

Skontaktuj się z nami
Wróć do bloga